Po wyjściu Gruczkowa naczelnik odzyskał równowagę; groził, złościł się, krzyczał, że zadzwoni natychmiast po policję. Stasiek Lipa uśmiechnął się i szepnął mu coś dyskretnie na ucho. Wysoki dygnitarz od razu się uspokoił.

Bezkarność i powodzenie u dygnitarzy carskich miał przede wszystkim do zawdzięczenia pięknej żonie. Ta jednak pewnego poranka ulotniła się jak kamfora, właśnie z jednym z dygnitarzy, zostawiając mu dwuletnią Anielę.

Stasiek przejął się bardzo ucieczką żony; został największym wrogiem kobiet i zaprzysiągł zemstę. Córeczkę z każdym dniem bardziej kochał i strzegł jej jak oka w głowie. Dbał o to, aby nie odczuwała braku matki.

Aniela swoją urodą przypominała matkę. Środowisko, w jakim teraz mimo woli się znalazła, nie wpłynęło ujemnie na charakter dziewczyny. Dla przestępców czuła więcej litości niż pogardy.

A jednak otoczenie zrobiło swoje. Była kobietą, a na domiar tego pięknością, nic więc dziwnego, że przyszła i miłość...

Rozdział III

„Lipa” w przeciwieństwie do swojej córeczki był tego dnia w lepszym humorze niż zwykle.

Spojrzał na Anielę, która smutna i zamyślona siedziała przy kasie, i litość go ogarnęła.

„Moja Aniela jest zakochana. Ale w kim?... — myślał w duchu. — Nieszczęsna, nie widzi, co się koło niej dzieje. Myśli, że potrafi go wyrwać z błota. O, nie!... Kto się raz poślizgnie, to już przepadł. Wiele razy i ja próbowałem... Zupełnie wyrwać się jednak nie mogę”.

Przechadzał się po lokalu z rękami w tył założonymi, rozmyślając o czymś. Lokal opróżnił się już do reszty. Patrzył w okno na nadchodzący poranek, myśląc o wypadkach ubiegłej nocy.