— Co za duże, nieokiełznane dziecko! Niech się uspokoi.
— Ach, gdybyś nie była córką złodzieja...
— Co by wtedy było?...
— Gwałtem bym cię wziął!...
Aniela urażona zawołała:
— Nie życzę sobie, byś w taki sposób przemawiał do mnie. Zapominasz się, Janku.
— Daruj, kochana! Nie moja wina. Złodziejska zepsuta krew zagrała we mnie...
Na wpół uspokojony wziął delikatnie jej rękę w swoją dłoń i okrył pocałunkami.
— Masz rację. Moja wolność jest niepewna. Kto wie, czy nie czekają już za drzwiami, by mnie zakuć w kajdanki. Mały zaszczyt będzie dla ciebie zostać wdową po zbrodniarzu.
— Wydźwignę cię z brudu. Twoje ręce broiły, ale dusza twa zawsze była przeciwna temu.