Janek machnął beznadziejnie ręką i odparł:

— Czy dadzą? Ach, gdyby tak nastąpić miała ta chwila, kiedy mógłbym powiedzieć wobec świata i ludzi: byłem, ale więcej nie będę...

Aniela siedziała przykuta do miejsca. Po chwili namysłu rzekła:

— Wiesz, zastanawiałam się nieraz nad tym, czy dziecko od ojca takiego jak ty może mieć złe skłonności. Ciekawi mnie, czy w ogóle istnieje dziedziczność. Mój ojciec twierdzi, że jedynie dlatego został przestępcą, że rodzice nimi byli.

— Brednie. Głupstwa. Stare zardzewiałe przesądy — unosił się Janek. — Ty jesteś córką Staśka „Lipy”, zawodowego złodzieja, a czy może być uczciwsza kobieta od ciebie, droga Anielo?...

Aniela zapatrzona przed siebie, odparła:

— Gdybym była uczciwa, nie uciekłabym z domu, nie zakochałabym się w „Klawym Janku”. Kto wie, czy ja nie mam złych skłonności?...

— Nie smuć się, kochana. Udowodnię ci, że coś podobnego nie istnieje.

— Dobrze, dobrze, zobaczymy. A teraz już czas pożegnać się, kochany. Muszę iść.

— Nie puszczę cię — zawołał. — Już nasyciłaś się moją obecnością?