Właściciel spelunki zapalił grube cygaro i leniwie przemierzał pokój tam i z powrotem, mruczą coś pod nosem.
— Nie mógł do mnie przyjść z tą walutą?!... Czyż bym mu źle zapłacił?!...
— Z jaką walutą? — zapytał Antek.
— No, z walutą hrabiny — odparł z uśmiechem.
— Już ci powiedziałem, co mu się przydarzyło podczas tej ucieczki. Nie ma ani grosza z tej roboty.
Gospodarz meliny utkwił w nim małe, chytre oczki, przypierając go do ściany grubym brzuchem.
— Widzę, że jesteś prawdziwym frajerem.
— Obrażasz mnie — uniósł się Antek.
— Jesteś jeszcze czymś więcej od frajera. Babce możesz odpowiadać takie bujdy, ale nie mnie, Klawy Janek zgubiłby taki majątek, ha — ha — ha!!
— Widzisz, mówiłem ci od razu — tryumfował Felek, a tyś się na mnie jeszcze zamierzał.