— Pijemy za zdrowie złodziei, którzy gniją w więzieniach.
Wszyscy wypróżnili kieliszki, rzucili je na ziemię i zdruzgotali obcasami.
Bajgełe ciągnął dalej:
— Nie sądźcie, że jestem takim leserem, że kocham tylko siebie. Chętnie pomagam naszym braciom w potrzebie.
— Wiemy, wiemy — poklepał go „Zalewacz” ramieniu. — Z powodu twego grosza nikt nie wyciągnie kopyt.
— Rozumiecie — ciągnął dalej Bajgełe, popijając z butelki — w interesie trzeba być twardym; trzeba zarobić. Ale pomóc naszemu człowiekowi jestem zawsze gotów.
— Taki rok na ciebie — roześmiał się Józek Zalewacz.
Bajgełe udał, że nie słyszy tej uwagi i ciągnął dalej:
— Teraz, przyjaciele, wyjawię wam moją propozycję:
Jeszcze tej nocy trzeba dokonać szlomu30. Nawinęła się klawa robota...