Izbę zaległa śmiertelna cisza. Nikt nie ważył się odezwać słowem. Wszyscy czekali z zapartym tchem, aż się „Lipa” nieco uspokoi.

— Powiedz nam wreszcie, co się stało? — odezwał się Antek błagalnym głosem.

Stasiek Lipa zerwał się nagle z miejsca i zawołał:

— Precz ode mnie! Zastrzelę was wszystkich, jak psy!...

W ręku jego błysnęła stal rewolweru. W mgnieniu oka Felek i Antek rzucili się nań, trzymając go z całych sił.

„Lipa” miotał się w ataku furii, aż piana wystąpiła mu na ustach. W końcu szał minął i starzec zaczął spazmować.

Gdy odzyskał jako tako przytomność umysłu, przebywał już w łóżku obłożony zimnymi kompresami. Felek i Antek czuwali przy nim z opuszczonymi głowami, pogrążeni w zadumie. Cały świat podziemny Warszawy był już powiadomiony o nieszczęściu, jakie spotkało „Lipę”. Nygus z papierami wartościowymi szczęśliwie nie został okradziony...

Rozdział XI

Znów upłynęło kilka dni.

Komisarz Żarski pochłonięty nawałem pracy zapomniał już niemal o pięknookiej Anieli.