Zadowolony ze swego odkrycia, komisarz Żarski niepostrzeżony opuścił lokal. Przez kilka godzin błąkał się ulicami Warszawy, pogrążony w myślach, rozważając wszystko, co zaszło, powoli, ostrożnie.
Zapadał wieczór, gdy zmęczony wrócił do Urzędu Śledczego. Zasiadł do biurka, by na zimno rozważyć plany, które sobie ułożył na długim spacerze. Miał jednak tylko chwilkę spokoju, gdyż wnet zabrzęczał telefon.
— Hallo! — rzekł komisarz zniecierpliwiony.
— Tu Wołkow — padła odpowiedź. — W jednym z najelegantszych hoteli (tu wymienił nazwę hotelu) portier, który należy do „naszych”, poinformował mnie, że przed chwilą ulokowała się w numerze pewna podejrzana młoda para...
— Głupstwa!... — przerwał komisarz. — Hotel jest dla gości, dla młodych parek i dla starych. Co pan chciał przez to powiedzieć?
— Chciałem zameldować, panie komisarzu, że dokonałem niezwykłego odkrycia.
— Jakiego odkrycia? — zapytał komisarz zaintrygowany.
— Tą młodą parą, okazali się Klawy Janek z kochanką! — wyrzucił Wołkow jednym tchem.
— Co?!... Klawy Janek ! — zawołał komisarz.
— Tak! Widziałem go na własne oczy!