— Mam do pani stuprocentowe zaufanie. Sam nie wiem czemu. Za pierwszym razem zwolniłem panią; teraz mam ochotę uczynić to samo, ale pod jednym warunkiem.
Aniela spojrzała nań podejrzliwym wzrokiem.
— Nie, nie o to chodzi — usprawiedliwiał się komisarz. — Moim warunkiem jest, że stawi się pani u mnie jutro o dziewiątej rano. Teraz jest pani wolna...
Aniela stała przez chwilę niezdecydowana. Nie była pewna, czy komisarz mówi to szczerze. Uśmiechnęła się uszczęśliwiona, że będzie mogła odszukać Klawego Janka.
W kilka minut później opuściła Urząd Śledczy.
Rozdział XII
„Klawemu” udało się co prawda uniknąć aresztowania i szubienicy, ale czuł się jeszcze bardziej nieszczęśliwy niż przedtem.
Dręczyły go wyrzuty sumienia, że tak nieludzko postąpił z Anielą — oddał ją w takich okolicznościach w ręce policji.
Przebrany w elegancki garnitur i kosztowne futro, wyglądał nie do poznania. Czarne wąsiki, które sobie przypiął, i duże amerykańskie okulary upodabniały go raczej do zagranicznego agenta handlowego niż do herszta podziemi.
Opierając się na srebrnej rękojeści wytwornej laseczki, przechadzał się wolnym krokiem przed gmachem teatru „Nowości” na Bielańskiej.