Różne myśli i plany przesuwały się przez jego zmęczony mózg. Wiedział, że Aniela znajduje się obecnie na Daniłowiczowskiej i kto wie, czy nie wzięto jej w „krzyżowy ogień” pytań i nie dręczą z jego winy.
Zdobył się na ucieczkę z hotelu pod wpływem pierwszego odruchu. Gdyby się przez chwilę zastanowił, nigdy by nie ratował siebie, pozostawiając ją w rękach policji.
Układał w myśli coraz to inne plany, jak ratować Anielę. W pewnej chwili był nawet zdecydowany udać się do Urzędu Śledczego i wyznać:
— Jestem „Klawym Jankiem”, którego poszukujecie. To ja dokonałem włamania u hrabiny; ja zamordowałem policjanta; ja jestem sprawcą wszystkich zbrodni. Ona jest niewinna! Jestem gotów. Prowadźcie mnie czym prędzej na szubienicę. Niech się to już raz skończy!...
Opanował jednak ten rozpaczliwy odruch. Zrozumiał, że pomysł oddania się w ręce policji dla uwolnienia Anieli — jest niedorzecznością.
— A co uczynię, jeśli jej nie zwolnię?... Nie, ten pomysł nie prowadzi do celu. Trzeba coś innego postanowić, by w jakiś sposób ją ratować.
Najlepiej byłoby — wypadła mu nowa myśl do głowy — dowiedzieć się, kiedy i którędy odprowadzą Anielę do więzienia kobiecego, by przy pomocy kilku zuchów odbić ją konwojentom.
Ale i ten pomysł odrzucił wnet jako niewłaściwy. Przy takim starciu mogłoby dojść do wzajemnego obstrzału. A kto zaręczy, że jedna z kul nie ugodzi Anieli?
Z palcem na cynglu rewolweru, ukrytego w kieszeni futra, kroczył Klawy Janek pewnym krokiem Placem Teatralnym, nie zważając na policjanta, który stał na rogu ulicy i rozglądał się na wszystkie strony.
W godzinach wieczornych Plac Teatralny roi się od ludzi. Elegancko ubrane panie i wytworni panowie zdążają do teatrów miejskich.