Zajadał z apetytem, od czasu do czasu spoglądając na gości, czy nie dojrzy jakiejś twarzy, z którą by się nie chciał spotkać...

W pewnej chwili drzwi się rozwarły i do knajpy weszła kobieta w towarzystwie przodownika, zmierzając wprost w stronę, gdzie siedział Janek.

Kelner skłonił się nisko i przystawił stolik tuż obok stolika „Klawego”.

Klawy Janek nie zdradził się najmniejszym ruchem, że nowo przybyły sąsiad zainteresował go.

Przodownik zaś, tak był zajęty swą uroczą towarzyszką, że nie zwracał na nikogo uwagi.

Klawy Janek siedział wpatrzony w gazetę, ale z nastroszonymi jak zając uszami wsłuchiwał się w każde słowo „męty”.

Słyszał, jak przodownik zamówił najdroższe trunki i zakąski. Po czym bawił swą towarzyszkę zabawnymi historiami z praktyki policyjnej. Oczywiście przodownik był zawsze tym bohaterem, który demaskuje i wyławia przestępców.

Naraz o uszy Janka odbiło się jego imię... Padło słowo „Klawy Janek”! Słyszał najwyraźniej, że przodownik wspomniał o nim, opowiadając o włamaniu u hrabiny...

— Sam wytropiłem tego niebezpiecznego ptaszka w hotelu — chwalił się policjant. — Byłem w stu pro centach pewny, że mam go już w swych rękach. Ale bądź tu mądry, kiedy pokój jego łączył się z sąsiednim numerem, którego okno wychodziło na inną zupełnie stronę. „Klawy Janek” zwiał!... Ale ja go pochwycę! — zawołał posterunkowy po chwili zastanowienia. — To jest obecnie głównym celem mojego życia.

— Widzę, kochany, że masz krótką pamięć — zarzuciła mu piękna brunetka, uśmiechając się czarująco. — Przedtem mówiłeś, że ja jestem jedynym celem twojego życia, a teraz znów jakiś złodziej...