Była chwila, kiedy gotowa była udać się do komisarza i oddać mu się, byleby tylko ratował „Klawego”. Ale wnet, po chwili rozwagi oburzała się na siebie za tę myśl.
Codziennie przeglądała w gazetach dział ogłoszeniowy, poszukując odpowiedniego dla siebie zajęcia. W dziale „Nauka i wychowanie” przeczytała anons następującej treści:
„Potrzebna jest wychowawczyni z dobrego domu i znajomością języków do 10-letniej dziewczynki. Dzwonić między 4:00 a 6:00. Telefon...”
Możliwość otrzymania takiej pracy przykuła uwagę Anieli. Znała języki, czuła się na siłach pokierować wychowaniem 10-letniej dziewczynki.
Jeszcze raz przeczytała ogłoszenie: „Wychowawczyni z dobrego domu...”. Z dobrego domu... — córka Staśka „Lipy” to nie bardzo dobry dom. Co będzie, jeżeli zażądają referencyj?... Ból ścisnął jej serce.
Postanowiła jednak spróbować szczęścia.
Punktualnie o godzinie czwartej Aniela zadzwoniła pod podany numer telefonu. Usłyszała sympatyczny głos pani, która poprosiła Anielę o osobiste zgłoszenie się, celem omówienia warunków pracy.
Był to pałacyk w pobliżu Saskiej Kępy, w dzielnicy will.
Zatrzymała się przed dwupiętrowym domem, otoczonym dość wysokim murem. Portier w liberii otworzył Anieli drzwi i wyjaśnił, że ma się udać na drugie piętro, pierwsze drzwi na prawo.
Szerokie marmurowe schody, alabastrowe posągi, puszyste dywany — przepych i bogactwo, jakie wyzierały z każdego kąta, onieśmielały Anielę do tego stopnia, że po prostu nie miała odwagi nacisnąć guzika dzwonka.