— Czy pani ma rodziców?
— Nie — wydobyła z siebie Aniela z trudem. — Jestem sierotą — dodała, rumieniąc się cała.
— Nie ma się pani czego wstydzić — zauważyła hrabina. — Przeciwnie, powinna pani być dumna z tego, że nie mając ojca ani matki, rozwinęła się pani tak pięknie fizycznie i duchowo.
W oczach Anieli zaperliły się dwie wielkie łzy, które stoczyły się po jej bladej twarzy. Hrabina dostrzegła te łzy i nabrała sympatii dla młodej dziewczyny. Miała nawet ochotę przytulić ją do swej piersi i serdecznie ucałować.
— Niech się pani uspokoi — rzekła hrabina. — Pani jest piękna, młoda, cały świat stoi przed panią otworem. Takim pięknym oczom nie wolno płakać. I ja miałam podobne oczy. Ale zbyt wiele łez przelałam w życiu, dlatego straciły one dawny urok...
Hrabina zamyśliła się.
Jak w kalejdoskopie przewinęły się przed jej oczyma lata dziecinne, które nie były godne zazdrości, a następnie...
Potrząsnęła głową, jak gdyby chciała odpędzić od siebie natrętne myśli, które naraz tłoczyły się do głowy, a które na próżno starała się wypędzić z pamięci.
I w wyobraźni Anieli odżyły wspomnienia lat dziecinnych. Nie mogła sobie przypomnieć, skąd zna tę kobietę.
— Czy dawno straciła pani rodziców? — zapytała hrabina po dłuższej przerwie.