Aniela znów stanęła w pąsach i jak gdyby obawiała się własnych słów, wyszeptała:
— Nie znałam wcale mojej matki. Ojciec niewiele opowiadał mi o niej. Wiem tylko, że była piękną kobietą i odumarła, gdy miałam niespełna trzy latka. Tak opowiadał mi ojciec — dodała Aniela, opuszczając wstydliwie oczy.
— A ojciec?
— Ojciec... ojciec zmarł w ubiegłym roku — z trudem wydobyła z siebie Aniela.
— A czym trudnił się pani ojciec?
Aniela czuła, że traci grunt pod nogami. Wszystko zawirowało jej przed oczyma. Zdawało jej się, że meble, lustra i obrazy spoglądają na nią z szyderstwem; otoczyły ją ze wszystkich stron i wirują w zawrotnym tempie, by wnet z hukiem zwalić się na jej głowę. Uczuła ból w sercu, z trudem chwytała powietrze; przed oczyma wypłynął jej obraz ojca w gronie kolegów po fachu — rycerzy nocy. Zimny pot wystąpił na jej czole; była bliska omdlenia.
— Pani wybaczy, że sprawiłam pani tyle bólu — tłumaczyła się hrabina. — Przypomniałam pani sprawy, które człowiek pragnie zapomnieć. Nie wątpię, że ojciec pani był uczciwym człowiekiem.
Aniela milczała.
— A więc przejdziemy do rzeczy — ciągnęła dalej hrabina. — Jakie pani ma wykształcenie?
— Ukończyłam gimnazjum w Niemczech.