— Mateńko — prosiła dziewczynka — niech pani od razu z nami zostanie. Dlaczego dopiero od jutra?

— Może pani zostanie? — zaproponowała hrabina, zadowolona, że panna przypadła Wieroczce do gustu.

— Musiałabym jeszcze przynieść swoje rzeczy. — zauważyła Aniela, wstając z miejsca.

— A ja pani nie puszczę, — zawołała dziewczynka. — Będę teraz miała z kim grać w piłkę. Stare nianie, które mnie dotąd wychowywały, poruszały się z trudem. — Zerknęła mała kokieteryjnie na Anielę.

— Nie, moje dziecko — odparła matka. — Jutro jest właśnie pierwszy i pani rozpocznie pracę.

Pożegnały się serdecznie. Hrabina zaprosiła Anielę na kolację, ale ta kategorycznie odmówiła i opuściła pałac hrabiny.

Rozdział XVI

Kilka tygodni upłynęło od czasu, gdy Klawy Janek został aresztowany. Siedział wciąż na Pawiaku, w wąskiej celi, odseparowany od wszystkich. Miał dosyć czasu, by się zastanowić nad swoją przeszłością i przyszłością, przynajmniej najbliższą, którą oceniał jednym słowem: „plajta”.

Szare, wilgotne ściany więzienia, które dzieliły go od świata, dobijały go swą monotonią i by nie dostać obłędu, zaczął układać w myśli coraz to inne plany ucieczki.

Kajdany, które mu założono w chwili aresztowania, wpijały się w jego ciało, sprawiając fizyczny ból. Zębami by je przegryzł, gdyby nie grube ściany ze zdradzieckim okiem we drzwiach, które śledzi go na każdym kroku. Z kajdanami dałby jeszcze radę, ale z okratowaniem w okienku było daleko trudniej.