— Serce, gdy kocha, nie odróżnia złodzieja od porządnego człowieka. Postawiłam sobie za zadanie zrobić z niego uczciwego człowieka i cel swój osiągnę. Janek pochodzi z porządnego domu, a taki człowiek winien się opamiętać. Moja miłość go nawróci... — zakończyła z rozjaśnionymi oczami.

Lipa zamyślił się, nie patrząc na córkę. Zbliżył się nagle do Anieli i pocałował ją w czoło.

— Ojcze!... Ojczulku kochany — Złożyła Aniela ręce jak do modlitwy. — Porzuć to przeklęte życie, sprzedaj hańbiący lokal. Zerwij z tymi ludźmi! Błagam cię!...

Tu wskazała z pogardą na wspólników Janka.

— Nas proszę nie wtrącać — odezwał się Felek.

— Każdy z nas chciałby zerwać z przeszłością, ale czy frajerzy się na to zgodzą?

— Właśnie — przytaknął Antek.

— Wmówiliście sobie sami — odparła zirytowana Aniela. — Chcecie kraść, rabować pod pretekstem, że społeczeństwo nie daje wam możności pozostać uczciwymi ludźmi. Znamy waszą złodziejską politykę.

— Nie rozumiesz nas, Anielo — uciął ojciec — nie wtrącaj się.

Trójka pozostała dłuższą chwilę bez ruchu i w milczeniu.