— Puść mnie! Puść! — prosiła Aniela, chcąc uwolnić rękę.
— Gadaj, mówię ci! Co zaszło między wami?! — Ściskał jeszcze bardziej rękę córki, zgrzytając zębami ze złości. — Jestem twoim ojcem! Muszę o wszystkim wiedzieć!
Aniela gwałtownie wyrwała rękę z uścisku. Dłuższą chwilę ojciec i córka mierzyli się wzrokiem, po czym Aniela śmiało odparła:
— Ojcze, obrażasz mnie. Źle mnie zrozumiałeś. Janek mi nic złego nie uczynił. Nasza miłość jest czysta...
— Ha, ha, ha — roześmiał się Lipa, robiąc krok w tył. — Klawy Janek kocha platonicznie moją córkę! Ładny idealista... Nie ma co!
— Nie naigrywaj się tak ze mnie, ojcze — odparła dumnie Aniela. — Nie on jest winien, że został przestępcą. Tacy ludzie jak ty i podobni tobie zrobili z niego złodzieja — wyrzuciła jednym tchem.
Lipa pozieleniał. Ledwo się opanował, aby nie rzucić się po raz pierwszy w życiu na własną córkę. Milczał przez chwilę, sapiąc ciężko, po czym, nieco uspokojony, odezwał się:
— Pięknie mówisz do własnego ojca. Jesteś stokroć gorsza od frajerów. Jak widzę, nie podobam ci się. Może się mnie wstydzisz?
— Nie, ciebie się nie wstydzę, ojcze — odparła zalana łzami. — Gardzę tylko twoimi czynami i twoim otoczeniem.
— Więc tak! — Wykrzywił usta. — Gardzisz złodziejami i dlatego zakochałaś się w Klawym Janku.