— Co ty na to, brachu? — zapytał.

— Moim zdaniem „Klawy” leży. Menty rozstawione po rogach ulicy bez wątpienia musieli usłyszeć krzyk i capnęli go.

— Nie! To niemożliwe. Klawy Janek nie daje się tak prędko wychlać — zawołał Antek z przekonaniem.

Nagle w drzwiach stanęła Aniela. Utkwiła w ojcu oczy pełne wyrzutu.

— Co się stało? — Zerwał się Lipa.

— Jeszcze go nie ma... — Wybuchła płaczem.

— Tylko z tego powodu płaczesz? — uśmiechnął się gorzko Lipa.

— Powiedz, gdzie się podział mój Janek?

Lipa przybrał nagle groźną postawę, chwycił córkę za rękę i krzyknął:

— Od kiedy ten łobuz jest twój?! Mów!