Spojrzenia ich znów się skrzyżowały. Sędzia śledczy coś zanotował w papierach i dalej kontynuował badanie:

— Ile czasu upłynęło od waszego ostatniego pobytu w Londynie?

— Co pana obchodzi Londyn? Scotland Yard pracuje dość sprawnie i jak będzie mnie potrzebował, na pewno odnajdzie mój adres. To czemu pan się troszczy o zagranicę?

— Na was ciąży tyle grzechów, że nie wiem po prostu, od którego zacząć. Od kilku krajów otrzymałem „ukłony”. Czekają tam na was z rozwartymi ramionami.

— Bardzo mnie to cieszy, że jestem sławny aż na całym kontynencie. Ale mam na to wszystko jedną odpowiedź.

— Mianowicie? — zainteresował się sędzia śledczy.

— Nie mam pojęcia o niczym.

Słowa te wypowiedział Klawy Janek takim tonem, że sędzia był przekonany, że się już niczego nie dowie, póki nie będzie miał przeciwko niemu konkretnych dowodów winy. Spróbował jednak po raz ostatni.

— Jak się nazywają wasi wspólnicy?

— Miałem tylu wspólników, że trudno mnie wymienić nazwisko każdego. Zresztą nas nie obchodzą nazwiska, chodzi tylko o to, by był „fachowcem”.