— Więc odmawiacie składania zeznań?
— Przepraszam, ale za te kilka papierosów, którymi mnie pan uraczył, zdaje się, już opowiedziałem dość dużo.
Sędzia śledczy nie mógł już dłużej zapanować nad sobą. Zerwał się z miejsca i zawołał:
— Pierwszy lepszy protokół policyjny wystarczy, by was posłać na szubienicę. Sądziłem, że mam do czynienia z inteligentnym, mądrym złodziejem, który rozumie, że podobne odpowiedzi mogą mu tylko pogorszyć sprawę. Ale omyliłem się.
— Panie sędzio — odezwał się Janek zdecydowanym tonem. — Pan mi zarzuca zbyt wiele przestępstw, bym się mógł do czegokolwiek przyznać.
— Przyznajcie się do tych przestępstw, z powodu których odczuwacie teraz wyrzuty sumienia.
— Wyrzuty sumienia? Ha, ha, ha!... — parsknął Janek śmiechem. — Mnie mają dręczyć wyrzuty sumienia?... A czy was, sędziów, dręczy kiedyś sumienie? Wie pan, panie sędzio, jakie mam wyrzuty sumienia? Że jestem więźniem i nie mogę hulać na świecie...
Sędzia dał znać strażników więziennemu, by odprowadził Janka do celi.
Rozdział XVII
Na dawnym Dworcu Wiedeńskim w Warszawie było rojno i tłoczno. Była to pora odjazdu najważniejszych pociągów, zdążających zagranicę lub do Moskwy, Kijowa i Petersburga. Ruch pasażerów, pędzących z walizkami w ręku, tłok odprowadzających, którzy otaczali najbliższych, głośne rozmowy, czułe pocałunki, okrzyki oraz łoskot podrzucanych bagaży, to wszystko zlewało się w dziwną symfonię podniecenia i febry podróżowania.