W tym oto zgiełku i ruchu znaleźli się Antek i Felek. Ale któż by ich teraz rozpoznał. Przeciwnie, wyróżniali się eleganckim strojem dżentelmenów.
Na rękach mieli wspaniałe pledy. Odziani w angielskie palta podróżnicze sprawiali wrażenie wytwornych obcokrajowców.
Antek przechadzał się po sali dworcowej, Felek zaś zajął miejsce na jednej z ławek, rzucając dokoła nerwowe spojrzenia. Spostrzegłszy to, Antek, przy mijaniu przyjaciela zbliżył się tak, by móc mu szeptem powiedzieć:
— Mamy jeszcze 15 minut czasu. Skoro przyrzekł, że przyjdzie, dotrzyma słowa. Bądź spokojny i nie rzucaj się nikomu w oczy.
Antek znów zaczął przechadzać się po peronie, ćmiąc grube cygaro. Felek udawał, że czyta gazetę. W chwilę później wychudły policjant przystanął obok walizek Felka i zaczął odczytywać nalepki hoteli zagranicznych. Czując na sobie przenikliwa spojrzenie „władzy”, Felek szarmancko i bez zastanowienia zapytał po angielsku:
— Wybaczy pan, o której odchodzi ekspres do Paryża?
— O dwunastej trzydzieści — policjant zasalutował, odpowiadając w języku rosyjskim, rozumiejąc dwa słowa z pytania pasażera:
„Paryż” i „ekspres”.
Felek udawał znów, że nie rozumie mowy posterunkowego, ale podziękował ruchem ręki przy kapeluszu i uczynił kilka kroków w kierunku Antka, który, na widok rozmawiającego z Felkiem policjanta, wolał oddalić się od nich.
— Za trzy minuty pociąg odchodzi — unosił się Felek, gdy stanął przy Antku — a jego wciąż nie ma. Pełno tu policjantów i trzeba tylko cudu, by nie wpaść w jej ręce.