— Zamknęliśmy wszystkich w jednym pokoju, a Hipek uprzedził „towarzystwo”, że gdyby który z nich próbował wzywać pomocy, podpali pałac.
Wszystko poszło jak po maśle. Ale gdyśmy opuszczali pałac, jeden z gości zawołał na mnie po imieniu. Zbladłem. Hipek obejrzał się niespokojnie i polecił kamratom zabrać gościa ze sobą i pilnować nas obu jak oka w głowie. Wsiedliśmy do auta. Taksówka pomknęła z gwałtowną szybkością.
Była ciemna noc. Zatrzymaliśmy się w lesie. Hipek, który przez całą drogę milczał, rozkazał nam wysiąść i skierować się wraz z kamratami do lasu.
— Co to ma znaczyć? — zapytałem wystraszony.
— Zaraz się dowiesz — odparł Hipek groźnie.
Z kolei zapytał zatrzymanego gościa:
— Skąd go znasz?
Ten odwrócił się do mnie i patrząc mi prosto w twarz, rzekł:
— Jestem Krygier! Poznajesz mnie?
— Krygier! — zawołałem uradowanym głosem i padliśmy sobie w ramiona.