Bezsilny, złamany fizycznie i duchowo — zasnął twardym snem i nie słyszał nawet kontroli, którą36 każdej nocy dokonywano wyłącznie w jego celi.
Gdy leżał pogrążony we snach, poczuł naraz ciężką rękę na ramieniu. Nie zbudził się jednak, tylko przewrócił na drugi bok. Dostał jeszcze jednego szturchańca. Janek gwałtownie usiadł na posłaniu. Ktoś szepnął mu do ucha. Janek wybałuszył oczy. Teraz dopiero odzyskał świadomość.
— Sz... cicho!... — Zasłonił mu usta ręką nieznajomy, ubrany w mundur strażnika więziennego.
Klawy Janek schwycił go za rękę, jak gdyby się chciał przekonać, czy to sen czy prawda.
— Sz... Cicho!..
Janek poczuł, że przybyły wsuwa mu do ręki paczkę...
— Bądź ostrożny!... Zabierz się jeszcze dziś do roboty — ostrzegł go po raz drugi głos strażnika, po czym przybyły szybko znikł z celi, zamykając za sobą drzwi.
Przez chwilę Janek siedział nieruchomo z paczką w ręku, nie rozumiejąc jasno, co się dzieje. Naraz zerwał się z posłania. Jednym skokiem wdrapał się na wysokie okno i przy świetle ulicznej latarni elektrycznej sprawdził zawartość paczki...
Serce waliło mu, niby młotem, z nadmiaru radości, gdy poczuł w rękach zimną stal brauninga. Małe zawiniątko kul rewolwerowych zrodziło w nim tyle nadziei, że omal nie krzyknął ze szczęścia. Chciało mu się tańczyć, krzyczeć, płakać, szaleć, gdy ponadto znalazł w paczce kilka „włosów angielskich” do przecinania kraty.
Jeszcze bardziej zdziwił go widok skrawka papieru, do którego była przylepiona mała fotografia.