I znów wypłynął w jego wyobraźni obraz Anieli. Pragnął mieć ten obraz jak najdłużej przed oczyma. Przeszywały go dreszcze... „Musi być moją!” — wyrywa się nagle z jego piersi. Ale wnet skarcił samego siebie: „Gdzie twój honor złodziejski?... Wszak to narzeczona Janka! Nie... My, Amerykanie, nie jesteśmy tacy podli...”

Zmęczony, wyczerpany zasnął z na wpół przymkniętymi oczyma. A we śnie dręczyły go koszmarne wizje.

Rozdział XVII

Klawy Janek zrezygnował już niemal z ucieczki. Jego dotychczasowe doświadczenie pod tym względem i plany ułożone w czterech ścianach celi okazały się bez wartości. Dniami i nocami Janek myślał, kombinował, szukał różnych dróg — w końcu musiał przyznać, że pomysły jego są nie do urzeczywistnienia. Władze więzienne miały go dobrze na oku. Cela, w której go zamknięto, znajdowała się akurat na vis a vis punktu obserwacyjnego, umieszczonego na wysokim murze ogrodzenia, gdzie dniami i nocami czuwała warta.

W nocy Janek obserwował w tajemnicy, jak warta spełnia swój obowiązek. Szczególnie śledził, zachowanie się posterunku podczas silnej ulewy w ciemną noc...

Sędzia śledczy odwiedzał go niemal co dzień, zarzucając mu coraz to nowe przestępstwa i zbrodnie. Widział, że oplata go coraz gęstsza sieć, z której nie ma ratunku...

Myślał już nawet o popełnieniu samobójstwa, ale pamięć o Anieli powstrzymywała go od desperackiego czynu.

Tak mijał dzień za dniem. Upływały tygodnie i miesiące, a Klawy Janek miotał się jak wściekły pies w czterech ścianach grobu za życia; godzinami dyskutując z samym sobą. Każdy dzień wydawał mu się wiecznością. Doszło nawet do tego, że cieszył się, gdy sędzia śledczy swoimi wizytami urozmaicał mu czas, upływający w osamotnieniu.

Nieraz wydawało mu się, że sędzia śledczy jest po prostu uzdolnionym kryminalistą, obdarzonym talentem literackim i przychodzi jedynie po to, by mu odczytać prace, czekając na jego, Klawego Janka, ocenę.

Razu pewnego, natychmiast po obiedzie, gdy sędzia śledczy wezwał go do siebie i rozpoczął odczytywanie nowego „dzieła”, Janek nie wytrzymał i parsknął takim śmiechem, że kilku urzędników się zbiegło: sądzili, że więzień postradał zmysły. Tego dnia przesłuchanie przeciągnęło się na długo po apelu, kiedy to więźniowie muszą się natychmiast układać do snu. Gdy Janek wrócił do celi, był tak znużony, że nie tknął nawet kolacji, którą pozostawiono dlań w menażce.