Ale oto rozległy się echa ciężkich kroków straży więziennej. Te pełne trwogi uderzenia wyrwały go momentalnie z ekstazy, w którą popadł. W mgnieniu oka runął na posłanie i naciągnął na głowę koc. Jego wyostrzony słuch podchwycił szmery u drzwi celi. Serce omal nie pękało mu z przerażenia. „Zagalopowałem się” — karcił siebie teraz w duchu, ściskając w gorącej dłoni zimną stal browningu.

Kroki menty poczęły się oddalać od jego drzwi, bo zapewne chodziło tylko o kontrolę zamka. Odetchnął z wielką ulgą. Teraz mógł rozważniej obmyślić, co ma uczynić.

„Nigdy bym w życiu nie pomyślał, że z tego Kowalskiego przekupna dusza — rozmawiał Janek z samym sobą. — Uważałem go za najsurowszego klucznika. A tu naraz...”

Ale już po chwili Klawy Janek potrząsnął silnie głową, jakby chciał odpędzić od siebie niewłaściwe rozmyślania. Musiał teraz skoncentrować uwagę na planie ucieczki.

W ciemnościach tulił do siebie podobiznę Anieli, u której szukał teraz podniety i odwagi w wykonaniu ryzykownego przedsięwzięcia. A wszak teraz decydują się jego losy: śmierć albo życie, wolność albo powolne konanie do czasu wyznaczenia egzekucji...

Ach, gdyby mógł teraz tak od razu zabrać się do roboty! I żeby tak nie trzeba było czekać do jutra w nocy!

Minuta wydawała mu się teraz wiecznością.

Echa donośnego chrapania więźniów napełniającego gmach więzienny drażniły jego napięte nerwy i wytrącały z równowagi.

Na nic nie przydało się nadsłuchiwanie, czy strażnik więzienny nie stoi gdzieś w pobliżu, czy nie posuwa się bezszelestnie w gumowych pantoflach. Głośne chrapanie zagłuszało te ledwie dosłyszalne szmery.

Cicho i zwinnie Janek wślizgnął się, niby wąż, w górę, do zakratowanego okna; ostrożnie zbadał całość i szukał „rozwiązania”: od którego miejsca rozpocząć pracę. Nerwowo biegały jego palce po ciemnej kracie, próbując ich siłę wytrzymałości. Wreszcie doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, gdy zacznie podpiłowywać kratę od dołu, gdzie krata wchodzi w szeroką żelazną sztabę. Jako fachowiec wykombinował tak, by kratę trzeba było piłować tylko w jednym miejscu i to w ten sposób, by wewnątrz celi miejsce piłowania było niewidoczne.