Znów rzucił się na posłanie, uprzednio „zatopiwszy” rewolwer w sienniku. Na szczęście ubiegłego dnia przeprowadzono gruntowną wizję w jego celi. Był spokojny i wierzył, że tak prędko drugiej rewizji nie dokonają. Ufał, że broń może „przemelinować” w sienniku.

Najbardziej podniecała go myśl zabezpieczenia podpiłowanej kraty, by nie została spostrzeżona przez menty w czasie kontroli...

Po upływie pewnego czasu Janek znów ześlizgnął się ze swego łoża. Nadsłuchując przez dłuższą chwilę, nabrał przekonania, że w miarowym chrapaniu więźniów kryje się spokój w więzieniu. Zabrał się do wypróbowania „włosa angielskiego”. Umiał się świetnie obchodzić tym narzędziem. Towarzysze jego nie zapomnieli nawet załączyć mu kawałka tłuszczu. Nasmarował uprzednio miejsce, które miało być „operowane” i przystąpił do ryzykownego dzieła.

Otulony w czarny koc; by nie być spostrzeżonym z zewnątrz celi, z największą zręcznością i bezszelestnie zatapiał „włos angielski” coraz głębiej w kratę.

Ale naraz z korytarza dobiegły go raptowne kroki. Odniósł wrażenie, jakby twardym butem deptano po jego głowie. Serce rwało się i pękało ze strachu. Nie mógł uczynić najmniejszego ruchu. Skamieniał. A kroki stawały się coraz donośniejsze, szybsze...

Kurczowo trzymał się parapetu okna. Ledwie zdążył oderwać rękę od nadpiłowanej kraty, gdy wtem silne uderzenie rozległo się pod jego drzwiami.

Ileż to takich tajemniczych wypadków naliczyć można w więzieniu? Wystarczy, by gdzieś w celi więziennej ktoś uderzył nieostrożnie w mur, a sąsiad w drugiej celi staje przed zagadką i jego fantazja zaczyna usilniej pracować... Albo niech więzień przez nieostrożność w czasie snu nogą wywróci stołek, na którym układa się odzież, a odgłos huku wprawia wszystkich w stan podniecenia.

Janek wnet się uspokoił i zabrał do kontynuowania rozpoczętej pracy. Zamienił „włos angielski” trzymany w ręku na inny, świeży i ostrzejszy. Coraz głębiej wrzynał się „włosem” w metal niby w twardy ser szwajcarski.

Ciemności nocy ustępowały powoli zbliżającemu się świtowi. Szare mury więzienne coraz ostrzej rysowały się w pierwszych przebłyskach wschodzącego słońca. Janek musiał przerwać robotę. Zdążył doprowadzić kratę do takiego stanu, jaki sobie wymarzył.

Zadowolony i zarazem niespokojny, ułożył się do snu. Ale sen nie przychodził. Myśli jego krążyły dokoła jutrzejszej ucieczki. Jak urządzić się, by podczas kontroli nie spostrzeżono, że krata od zewnątrz została podpiłowana? Obliczył, który ze strażników tego dnia będzie sprawdzał stan bezpieczeństwa celi. Dzień w dzień śledził ruchy strażników podczas kontroli i zapamiętał, który z nich uderzał w kraty młotem z całych sił, a który dotykał dla czczej formalności.