Dzisiejszej nocy została popełniona ohydna zbrodnia, która postawiła policję na nogi. Na rogu jednej z ulic przedmieścia Warszawy znalezione zostały zwłoki posterunkowego. Policja przypuszcza, że morderstwo to pozostaje w związku z włamaniem u hrabiny M. Policja jest już na tropie zbrodniarzy.

Aniela odrzuciła gazetę, nie spuszczając ich z oka. Chciała wyczytać z tych twarzy zbrodniczych, jakie wrażenie zrobi na nich ta nowina.

Przez dłuższą chwilę panowała przygnębiająca cisza. Siedzieli jak przykuci do miejsca, nie śmiejąc podnieść oczu.

Najbardziej przygnębiony siedział „Groźny Antek”. Zwątpił już w złodziejski charakter Klawego Janka. „Gdyby był aresztowany — myślał — doniosłyby o tym gazety”.

Felek jakby odczytał myśli kolegi i triumfalnie zawołał:

— Miałem rację, kochany brachu, czy nie? Jestem teraz przekonany, że...

Groźny wzrok Antka nie pozwolił mu dokończyć zdania.

— Ale policjanta kto zamordował? — zdziwił się Lipa.

Wszyscy troje zamienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Spostrzegła to Aniela.

— Nie!... Nie!... Mój Janek nikogo nie zamordował... Gdyby nie wy, już dawno porzuciłby to pieskie życie. Nie możecie się obejść bez niego!...