— Cóż mam począć, kiedy serce pęka mi z bólu? Spójrz, jak go spala gorączka!

Zaraz po jego odejściu Aniela przekręciła klucz w zamku i błyskawicznie zrzuciła z siebie ubiór męski. W mgnieniu oka przystojny młodzieniec zamienił się w urodziwą pannę.

Przez chwilę przyglądała się znieruchomiałej twarzy Janka. Oczy jego dziwnie wpatrywały się w sufit, jakby zdradzały upór szaleńca.

Uklękła przy łóżku i szeptała mu prawie do ucha:

— Janeczku, najdroższy, najukochańszy...

Ale chory nie słyszał tych słów. Pozostawał jakby w innym świecie. Z jego piersi wydarł się okrzyk:

— Nie chcę więcej!... Zabierzcie kajdanki!... Wolności!... Wody!...

A potem wybuchł spazmatycznym płaczem, który w kilkanaście sekund później zamienił się w histeryczny śmiech. Dreszcz zgrozy przebiegł ciało Anieli.

W pewnym momencie chory usiłował zeskoczyć z łóżka, wołając na głos:

— Nie chcę więcej siedzieć w wiezieniu!...