Aniela z całych sił stawiała opór. Przez dłuższy czas szamotał się z nią, później legł na posłaniu na wpół omdlały.
Ciszę przerwało pukanie do drzwi.
— Kto tam? — zapytała nie bez strachu.
Rozpoznawszy głos Krygiera, otworzyła drzwi. Półmrok pokoju przecięła jasność dnia.
— Córuchno — rzekł Krygier, dając Anieli do zrozumienia, że winna odegrać rolę jego córki — przybyłem w towarzystwie doktora.
Starszy, elegancki pan z małą walizeczką w ręku ledwo ukłonił się na powitanie.
Zapalono większe światło.
— Chorego trzeba odwieźć do kliniki.
— Co?! — zawołali prawie wszyscy jednocześnie, wstrząśnięci tym orzeczeniem.
— O ile pragniecie, by pozostał przy życiu, nie ma innego wyjścia — ponowił lekarz swoją decyzję.