— Abyście panowie byli ze mną szczerzy. Przez cały czas mego pobytu u was pragnę być traktowany jak swój człowiek.
— Zrobione. Pragnę tylko zaznaczyć — dowcipkował się Krygier — że materiał do badań przez nas dostarczony pochodzi z pierwszej ręki. Pozwolę sobie zwrócić jeszcze uwagę pana profesora na to, że opinia niektórych znawców o nas była absolutnie mylna. Po krótkim z nami współżyciu, na pewno podda pan rewizji dotychczasowe swoje poglądy na świat przestępczy.
— Zrobił pan na mnie wyrażenie wykształconego człowieka. Jak pańska godność?
— Nazywają mnie różnie. Tu, w Polsce nazywam się Frank.
— A więc, panie Frank, pragnę wyłuszczyć moje życzenie. Chcę pojechać na dwie godziny do domu. Wszak żona i dzieci będą zaniepokojone moją dłuższą nieobecnością i tajemniczym zniknięciem. Muszę ich uprzedzić, że wyjeżdżam na kilka dni. Sądzę, że to leży również w waszym interesie, aby nie wszczynano za mną alarmujących poszukiwań. Nadto muszę zaopatrzyć siebie w odnośne narzędzia i lekarstwa potrzebne dla chorego i jego kuracji.
Krygier zatopił ostre spojrzenie w twarzy profesora, jak gdyby chciał przeniknąć jego myśli i zamiary na wskroś. Po czym odezwał się:
— Panie profesorze, czy mogę odnieść się do pańskich słów z zaufaniem?
— Słowo honoru daję wam, że po upływie dwóch godzin znajdę się ponownie wśród was.
— A ja panu daję nasze słowo złodziejskie, że będzie pan z nas zadowolony.
— Czy wolno zapytać o rolę, jaką ta panna odgrywa w waszym otoczeniu? — wskazał lekarz na Anielę.