Na pierwszy ogień poszła Praga. Obława została w ten sposób pomyślana, by jednocześnie zaatakować wszystkie meliny i by cyngierzy nie mogli nikogo uprzedzić o grożącej „wsypie”. Na skrzyżowaniach ulic ustawione były gęste posterunki. Wołkow, nie wypuszczając rewolweru z ręki, kierował całą akcją.
Ucieczka Janka pozbawiła go spokoju. Domyślał się, że Janek nie przepuści okazji „wywdzięczenia” się. Im dłużej nad tym myślał, tym większy strach go oblatywał. Przypomniał sobie teraz swoją przyjaciółkę, ową brunetkę, która również nie dawała mu spokoju.
Od pierwszej chwili ich znajomości miał przeczucie, że z jej strony coś mu grozi. Była dziwnie tajemnicza. To przywiązywało go do niej i potęgowało w nim uczucie zazdrości. Ale miewał chwile, kiedy żałował tej zażyłości z przyjaciółką. Była zbyt wtajemniczona w jego „sprawki”, aby zdobył się na odwagę porzucenia jej. Należała do typu kobiet, które nie tak łatwo wypuszczają ofiarę ze swoich rąk. Surowy i przebiegły Wołkow w jej ręku był bezsilny. Sprytna brunetka deptała drobnymi stópkami niezłomną wolę Wołkowa, którą się tak chełpił.
Niekiedy próbował buntować się przeciw niej, ale bezskutecznie. Nie ulękła się nawet jego szarży komisarza, przeciwnie, z chwilą gdy zaawansował, postanowiła go jeszcze silniej trzymać pod pantoflem. Wolny czas spędzał z nią na dancingu, w kawiarni, restauracji i kabarecie. Wołkow domyślił się, że hulanki wzbudzają podejrzenie przełożonych, którzy wiedzieli, że pobory jego ledwie mogą starczyć na wyżywienie żony i trojga dzieci, ale nie na utrzymankę. Wołkow sprytnie się urządził: pierwszego dnia wszystkie pisma rozpisały się o znacznym spadku, który utrzymał po matce jeszcze za jej życia...
Był tylko jeden człowiek, który z uporem śledził Wołkowa, chociaż bez dodatnich wyników. Wołkow o tym wiedział doskonale, że był to komisarz Żarski, zwany „filozofem”.
Bywały jednak chwile, kiedy Wołkow nie dowierzał swojej gwieździe szczęścia. I teraz właśnie przeżywał podobne nastroje, kiedy kierował obławą Pradze.
Oho, zrozumiał, że Janek teraz nie da się tak łatwo pochwycić. Z bólem wspominał chwile, kiedy Janek siedział obok niego i ukochanej w barze i podsłuchiwał ich rozmowę.
— Niedobrze, ta kobieta — miał na myśli swoją „brunetkę” — ściągnie jeszcze na mnie nieszczęście!
Wołkow przystąpił do przeprowadzenia ostatniej rewizji, która miała się odbyć na melinę „Bajgełe”. Spodziewał się, że tam zastanie „znajomych”, którzy niejedno będą mogli mu powiedzieć. Polecił dwóm uzdolnionym wywiadowcom, aby pozostali w bramie, a sam udał się do meliny.
Pewny siebie Wołkow zapukał do drzwi. Przez nieco uchylone drzwi ktoś zapytał basowym głosem zdradzającym podejrzenie: