Gdy pokój się nieco opróżnił, komisarz w towarzystwie wyższych urzędników policyjnych odwiedził pozostałych aresztowanych.
Zmierzył każdego z osobna badawczym wzrokiem i uśmiechał się przyjaźnie do wszystkich, przygadując życzliwie.
Aresztowani odsunęli się z respektem pod ścianę, jakby nie chcieli być spostrzeżeni... Nagle oko komisarza zatrzymało się na jakiejś kobiecie.
— Znowu u nas?
— Przyszłam w odwiedziny, bo się stęskniłam — odparła cynicznie.
— My także — odrzekł komisarz i zwrócił wzrok w inną stronę.
— I ty tutaj?
— Nie moja wina. Sam tu nie przyszedłem.
— Naturalnie — uśmiechnął się życzliwie komisarz. — Najwyższy już czas, abyś się wziął do innego fachu.
— Czyż ja tego nie pragnę? — odparł smutno zagadnięty. — Nie dają zabastować.