— Kto? — zainteresował się komisarz.

— Frajery, psia ich mać.

— No, no... — Pogroził mu palcem jeden z agentów, aby nie wyrażał się tak w obecności komisarza.

— A co ci robią frajery? — uśmiechnął sie komisarz.

— Jak to co? Prześladują nas na każdym kroku. Wytykają palcami: tu idzie złodziej... Złodzieje!... Przecież minęło przeszło cztery miesiące, jak trzymam ręce w kieszeni.

Komisarz poklepał go żartobliwie po ramieniu.

— A w czyjej kieszeni? — zapytał.

— We własnej kieszeni, panie komisarzu.

— O, to długo.

— Jak na mnie to nawet i za długo — roześmiał się.