— Można wiedzieć, czym się trudnisz teraz? — zagadnął go jeden z agentów.

— Handluję.

— Czym?

— To zależy. Jak jest pogoda, chodzę po podwórkach i pokazuję sztuki.

Wszyscy obecni roześmieli się na głos.

— Znamy te twoje sztuki — wyrzucił agent.

— Mówiłem, że nie kradnę, to nie kradnę. Akrobatyczne sztuki też potrafię robić.

Nie namyślając się długo fiknął koziołka i począł na rękach chodzić po pokoju.

— Dosyć! — zawołał komisarz. — Możliwe, że mówisz prawdę, gdy nawinie się jakaś robótka, na pewno jej nie odrzucisz. Nie dlatego, że jesteś złodziejem, tylko tak sobie, żeby nie zapomnieć „fachu”...

— Człowiek nie jest przecież świnią — odparł zatrzymany cynicznie. — Ale dzisiaj doprawdy jestem niewinny. Wstąpiłem na Smoczą do znajomego i obława mnie wychlała.