Janek nie odpowiedział. Po chwili znaleźli się w zakonspirowanym pokoju narad, gdzie ich oczekiwali Moryc i Regina.
Janek był pogrążony we własnych myślach i nawet nie słuchał słów Krygiera. Jego twarz zdradzała przygnębienie i rozpacz. Zagryzł wargi, by nie krzyczeć z bólu. W wyobraźni już widział swoją Anielę w nocnych lokalach, gdzie zdegenerowani panowie umilają sobie życie płatnymi rozkoszami.
— Wszystkiemu winne są kobiety! — wrzasnął ze złością Krygier.
— Poproszę cię, by tu o niej jak najmniej wspominano! — zawołał w uniesieniu Janek.
— Masz rację — odparł Krygier obrażony. — To jest zapłata za wolność, którą ci przywróciłem.
— Co to za wolność? Świnię także się tuczy po to, by ją zarżnąć. Mnie wykradłeś z więzienia, wyleczyłeś, karmiłeś i ubrałeś po to, abym znów narażał życie, by dalej kraść, włamywać się i przeżywać strach przed ponownym zamknięciem!
Obecni spojrzeli na siebie ze zdumieniem, nie wierząc własnym uszom. Czy to ten sam „Klawy Janek”?
Wtem ktoś zapukał do drzwi.
Janek uczynił krok, jakby chciał podejść do drzwi, ale Krygier rzekł doń:
— Mamy tu ważne sprawy do omówienia i ona nie powinna nic o tym wiedzieć.