— Bo pan stale odnosi się podejrzliwie do moich przedsięwzięć. Wyczuwam to z każdego pańskiego ruchu, słowa, decyzji. Często ręce mi opadają.
— Przesadza pan. Ja i samego siebie podejrzewam niekiedy... Mam wrażenie, że zaawansował pan na aspiranta nie bez mojej pomocy.
— Uczciwie sobie na to zasłużyłem.
— Nie przeczę i zapewniam pana, że w razie zlikwidowania bandy „Klawego Janka” dołożę starań, aby pan, panie aspirancie, dalej awansował...
Wołkow z jeszcze większą podejrzliwością przyjął te słowa, ale odrzekł tylko:
— Rozkaz, panie komisarzu!
— I zapewniam pana, że z chwilą wytropienia zabójcy policjanta, natychmiast przedstawię pana do awansu na komisarza.
Żarski nie spostrzegł, jak przy tych słowach Wołkow silnie zbladł. Udało mu się ukryć swoje zmieszanie, pogrążając się w czytaniu pewnych dokumentów leżących na stole.
— Podejmuję się „wykończenia” tej bandy pod jednym warunkiem: zaufania mi w stu procentach i zezwolenia, aby nikt nie towarzyszył mi w pracy. Dopiero gdy wszystko będzie przeprowadzone, zażądam pomocy.
— Czyń pan, jak uważa za potrzebne!