Ale tylko echo odpowiedziało mu wielokrotnie. Nawet miał wrażenie, że słyszy jakieś podejrzane szmery. Stał jakby przykuty do miejsca.
Energicznie postąpił naprzód. Był to pokój tajnych narad Krygiera, ściany obite grubym filcem dawały Żarskiemu dużo do myślenia. Zastanawiał go jeden szczegół. Dlaczego wbito w ściany tyle haków? Nie mógł wiedzieć, że tu było jednocześnie muzeum dziwolągów świata podziemnego i że z haków zawczasu pozdejmowano cenne okazy.
Tymczasem brygadą wywiadowcza z komisarzem miejscowym na czele, niepokoiła się długą nieobecnością Żarskiego. Wbrew przyrzeczeniom, że zaczekają na jego powrót lub na hasło, weszli w głąb gmachu. I oni ulegli tajemniczemu nastrojowi, który panował w tym domu, ale wyciągali wręcz odwrotne wnioski. Nabierali coraz większego przeświadczenia, że ta willa nie mogła być siedliskiem zbrodniarzy. I gdy komisarz miejscowy spotkał się z Żarskim, rzekł doń:
— Panie komisarzu, mam wrażenie, że będziemy mieli przykrości, gdyż lada moment zjawi się prawny właściciel i...
— Bodajby się zjawił — ironizował Żarski.
Spostrzegłszy pod łóżkiem parę pantofelków damskich, przypomniał sobie w tej chwili szczegół z pierwiastkowego śledztwa na Pawiaku na wiadomość o ucieczce Janka. Wówczas znaleziono pod parkanem okalającym Pawiak ślady stóp kobiecych. Daktyloskopijne odciski zostały wykonane, Żarski włożył pantofelki do swojej teczki.
Ale oto naraz rozległo się za oknem wołanie jakiegoś mężczyzny.
Był to dozorca, który na widok agentów szperających po willi uderzył na alarm. Zaprowadzono go do pokoju, w którym przebywała „władza”.
— Jak długo pan tu służy?
— Przeszło rok czasu.