— Muszę kolegę przeprosić za mój sposób postępowania, ale wynika ono nieubłaganie z własnej metody tropienia przestępców — wyjaśnił Żarski. — Mogę tylko tyle na razie panu powiedzieć, że Poznań gościł u siebie jednego z najzuchwalszych przestępców poszukiwanych przez światowe centrale policyjne ze słynnym Scotland Yardem na czele... Występuje on pod różnymi nazwiskami, najczęściej Franka. Jest z zawodu doktorem chemii. Włada swobodnie kilkunastoma językami. Prawdziwe jego nazwisko brzmi Krygier.

— Krygier? Tak, tak. Przypominam sobie teraz to nazwisko. Słyszałem o nim, będąc w berlińskiej szkole policyjnej — zawołał komisarz Borewski. — Ale na jakiej podstawie sądzi pan, że miał on być właścicielem tej willi?

— To jest jego ulubiony chwyt — wyjaśnił Żarski. — Gdzie tylko obiera sobie bazę działania, nabywa majątek ziemski, willę podmiejską lub pałacyk. Gotów jestem przysiąc, że tu z nim bawił również „Klawy Janek”.

Komisarz Borewski zagryzł wargi. Słowa Żarskiego wywarły na niego40 oszałamiające wrażenie.

— W takim razie nadamy telefonogramy do wszystkich posterunków policyjnych. Pochwycimy go w nasze ręce.

— Krygiera? Po dwudniowej nieobecności w tej willi? Wolne żarty... — uśmiechnął się Żarski. — To nie zwykły sobie ptaszek. To orzeł w świecie przestępczym!

— Więc co robić?

— Tymczasem należałoby zadzwonić do profesora Schwarza...

— Ale co z tym wspólnego ma profesor Schwarz? — zaniepokoił się komisarz Borewski.

— Panie kolego, cierpliwości! Niech pan do niego zadzwoni! Niebawem przekona się pan, że jestem na dobrej drodze.