Komisarz poznański był oburzony na Żarskiego, ale nie mógł mu robić zarzutów. Wszak sam zaprosił tego „Rosjanina” do Poznania, by wytropił warszawskich cwaniaków, którzy przybyli na gastrole do Poznania. Komisarz Borewski, rodem z Wielkopolski, przyzwyczajony był do innej, niemieckiej szkoły śledczej, gdzie systematyczność i rozwaga odgrywały najważnieszą rolę. Tymczasem komisarz Żarski z Warszawy działał intuicyjnie, jak pod wpływem nagłego natchnienia. Zdaniem Borewskiego, dozorca jest niewinny, a willa nie była siedzibą kasiarzy. Postanowił tego jeszcze dnia zlikwidować akcję Żarskiego jako fatalną. Zamierzał to uczynić przy obiedzie, na który chciał zaprosić Żarskjego. Niespodziewanie Żarski odmówił, przyrzekając, że odwiedzi Borowskiego po obiedzie w jego gabinecie, w Urzędzie.

O umówionej porze zjawił się w gabinecie Borewskiego.

— Oto nasze zwycięstwo — rzekł Żarski, kładąc na biurku Borewskiego pantofel damski i buteleczkę z płynem.

— Pantofel — odparł komisarz Borewski, nie bez ironii — miałem już przyjemność oglądać. Pan kolega, widać, jest amatorem damskich nóżek...

— Jak czasem — z przekąsem rzekł Żarski. — Ale w pantoflu leży moja nadzieja. Razem z tą flaszeczką mamy dwa klucze do rozwiązania naszej zagadki.

— ?? — Borewski podniósł oczy na Żarskiego, a na ustach jego zastygło pytanie.

— Zaraz panu wyjaśnię mój plan działania. Ale na wstępie jedno zapytanie: czy zna pan w Poznaniu profesora Schwarza?

— A jakże. To wybitny lekarz i uczony. Znany jest także ze studiów w zakresie psychologii przestępców. Ale co on ma wspólnego z naszą zagadką kryminalną?

— Bardzo wiele. Poproszę o wezwanie go do Urzędu.

— Profesora? — komisarz Borewski zaczął tracić cierpliwość. Poruszył się na krześle nerwowo, jakby siedział na szpilkach. — Nie mogę na ślepo słuchać pańskich rozkazów. Odpowiedzialność ja ponoszę. Niech mi pan wytłumaczy potrzebę tych zarządzeń.