— A jakże: 6841.

— A jak wyglądali obcy panowie?

— Jeden wydawał mi się Amerykaninem, a drugi...

— Może to ten? — raptownie komisarz podsunął fotografię. — Pan go poznaje? — zapytał surowym głosem komisarz. — Proszę odpowiedzieć!

— Nie wiem — odparł dozorca. — Drugiego też bym nie poznał, bo zawsze miał obwiązaną twarz, jakby cierpiał na ból zębów, nadto rogowe, duże okulary przeciwsłoneczne.

— Jak to możliwe, że pan, służąc tu rok czasu, nie był w pokojach pana?

— Byłem może kilka razy, ale na korytarzu, gdy zdarzało się, że ktoś przejeżdżał i trzeba było zanosić walizkę...

Komisarz Żarski widział, że od dozorcy niczego nie wydobędzie.

— Tego dozorcę zabierzemy z sobą — rozkazał komisarz Żarski. — Przed willą ustawić straż. Nikogo nie wpuszczać i nie wypuszczać.

W mgnieniu oka kajdanki znalazły się na rękach dozorcy.