Do północy trójka nasza bawiła w lokalach, spędzając wesoło i beztrosko czas, ale po dwunastej ulatniali się i przystępowali do realizacji z góry powziętych planów.

Z początku przebierali się i charakteryzowali w melinie naszego dobrego przyjaciela Bajgełe, do którego odnosili się ze stuprocentowym zaufaniem, ale później, zresztą za jego namową, przenieśli się do innej, frajerskiej meliny, o którą się szybko wystarali.

W hotelu, w którym się rozgościli jako eleganccy panowie, nie wzbudzali niczyjego podejrzenia. Była nawet wśród służby konfidentka policji, ale ta akurat upatrzyła sobie na „ofiarę” jednego jegomościa, co do którego ubzdurała sobie, że to... „Klawy Janek”. Niejednokrotnie alarmowała policję, że go... ma, ale gdy przybywała na miejsce policja, ze wstydem dowiadywała się, że urojenie konfidentki przesłania jej rzeczywistość... Nadaremnie konfidentka narażała swoją cnotę na niebezpieczeństwo...

Antek i Felek rozlokowali się w innym hotelu. Ci nie mieli wcale powodu do wystrzegania się policji. Wykorzystali oni tę okoliczność do obserwacji i po to, by donosić kamratom o wszystkim, co ich dotyczyło lub mogło zainteresować.

Regina także przeniosła się z całą „paczką” do Warszawy. Wynajęła sobie eleganckie mieszkanie w okolicy Miodowej. Na liście lokatorów widniał napis: kapitalistka, utrzymuje się z własnych funduszów... Jako kobieta, była bardzo dystyngowana, zresztą wyniosła to z bogatego domu rodzinnego, z jakiego pochodziła. Była córką bogatego przemysłowca. W domu czuwali nad jej edukacją w dzień i w nocy. Ale... W życiu zawsze bywa jakieś „ale”, które płata człowiekowi figle, nie licząc się z jego dążeniami, wykorzystując jedynie słabą wolę i podszepty diabełka, który w każdym z nas gdzieś się kryje. I takie „ale” sprowadziło Reginę do świata podziemnego.

Była na plaży, gdy nagle spostrzegła, że jest obserwowana. Ledwie odwróciła głowę, a natknęła się na urodziwego młodzieńca, który wpił się w jej ciało rozżarzonymi od żądzy oczyma. Próbowała odwrócić uwagę swoją od natarczywych spojrzeń młodego mężczyzny, ale nie mogła. Zmieszała się i... opuściła plażę. Ale oczy tego mężczyzny prześladowały ją. Miała niespokojną noc. I chociaż to było przed egzaminami maturalnymi, nie mogła zebrać myśli. Nawet w chwilach największego skupienia wyłaniała się naraz sylwetka owego mężczyzny. I jakby wiedziona tajemniczą ręką Regina, nie mogąc oprzeć się pokusie, skierowała się w kilka dni potem na plażę... Nadaremnie. Młodzieniec znikł jak kamfora. W międzyczasie odumarł Reginie ojciec, później matka. Bogaty dom rodzicielski legł w gruzach. Regina była samotna jak kołek, gdy znów zetknęła się z tajemniczym młodzieńcem z plaży. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. A gdy poślubił ją, była najszczęśliwszą kobietą. Nie wiedziała, że jest z zawodu złodziejem...

A gdy urodziła dziewczynkę, na zawsze była już związana z „nowym światem”. Zerwała stosunki z dawnymi znajomymi, którzy zresztą stopniowo od niej się odsuwali. Także opiekunka, która zajmowała się z początku Reginą tuż po śmierci jej rodziców, zerwała z nią, przywłaszczywszy sobie uprzednio pozostałe kosztowności, a w zamian obdarzywszy Reginę grubą porcją morałów...

Ale Regina na nic nie zważała, bo ukochany jej był wzorowym mężem i ojcem. Nie miała mu nic do zarzucenia. I tak minęły dwa lata pożycia z nim w szczęściu i miłości, uwieńczone „dalszym” pokoleniem: Regina wydała na świat ślicznego chłopczyka.

Z czasem Regina dowiedziała się o „zawodzie” męża, a ten wiedział, że żona jego jest z tego powodu przygnębiona. Stopniowo likwidował więzy łączące go ze światem podziemnym, ale od czasu do czasu zrywał się w nocy z łóżka „na robotę”, żegnając żonę czułym pocałunkiem. Regina przyjmowała biernie pocałunek, udając, że śpi, jakby między nimi zawarte było ciche porozumienie, aby o tym nie mówić...

Pewnej nocy zimowej, gdy znów usiłował wyślizgnąć się swoim zwyczajem, Regina usiadła raptownie na łóżku i zawołała: