Krygier wielkopańskim gestem wyjął portfel z kieszeni, wyłożył pięć banknotów studolarowych i rzekł:
— Nie martw się. Nigdy tego nie pożałujesz.
Regina przez pewien czas trwała w milczeniu. Dławiła w sobie płacz, przesłaniając oczy chusteczką. Odezwała się złamanym głosem:
— Gdybym nie musiała dziś przekazać należności za dwa miesiące pobytu moich dzieci w internacie w Szwajcarii, nie zgodziłabym się na twoje żądanie. Z miłości do ukochanego zostałam żoną złodzieja, z miłości do dzieci upadam coraz niżej...
— Dosyć tego! Nigdy bym nie uwierzył, że ty, którą ludzie nocy przezywają „cichym aniołem śmierci”, jesteś taka sentymentalna.
Regina uspokoiła się. Zapytała:
— Co mam robić? Spełnię twoje rozkazy, ale zastrzegam się, że za skutki nie ręczę. Wątpię, czy Janek da się uwikłać w sieci, które nastawię.
— Uważaj tylko na siebie i bacz, abyś dobrze wywiązała się z zadania. Pamiętaj, że Janek inaczej spogląda na Anielę, a inaczej na inne kobiety... Reszta zależy od ciebie.
Reginę opanowały sprzeczne uczucia. Chciała krzyczeć, płakać, napluć mu w twarz, wzywać pomocy, zadenuncjować policji... Zmysł praktyczny powstrzymywał ją od szaleństwa.
„Zbyt związana jestem z tą bandą. W wielu przestępstwach brałam czynny udział. Nie stać mnie na takie ryzyko. Dzieci moje pozostaną bez matki...” — rozumowała w duchu.