Także aspirant Wołków nie trwał w bezczynności. Robił, co mógł, ale bezskutecznie. Schudł. Lica jego pokryła chorobliwa bladość. Zaniedbał nawet przyjaciółkę, zwaną „zimną kokotą”, która zdążyła już urządzić mu kilka awantur i zagrozić, że go skompromituje. Nadaremnie przebierał się i charakteryzował do niepoznania, gdy wybierał się na „łowy”, ale bez rezultatu.
A nasza trójka hultajska najmniej przejmowała się tym, że czołowi kierownicy brygady śledczej nie mogą spać po nocach.
Kto by uwierzył, że Krygier, nieustraszony król kasiarzy, ulokuje się jako sublokator u wdowy po prokuratorze?...
A pani prokuratorowa chwaliła go jako bardzo porządnego sublokatora i uczciwego człowieka, mówiła o nim, że to dżentelmen w każdym calu...
Moryc znów odnajął pokój w luksusowym mieszkaniu, którego główny lokator podupadł i poszukiwał na sublokatora „eleganckiego pana”...
To samo uczynił Klawy Janek. On znów zamieszkał u emerytowanej nauczycielki gimnazjalnej. Gospodyni chwaliła ją przed kumą: „tak inteligentnego młodego człowieka jeszcze nie miałam u siebie”.
Trójka nasza wychodziła ze słusznego założenia, że jako sublokatorzy w prywatnych mieszkaniach będą mniej „widzialni”. Aniela znów nie miała potrzeby, jak sądziła, ukrywania się przed policją. Odnajęła skromny pokój przy inteligentnej rodzinie. Czyż mogła przypuszczać, że pozostawiła po sobie ślady pod parkanem Pawiaka? Że jej pantofle wycisnęły swoje piętno na mokrej ziemi? Nie wpadło jej na myśl, że pozostawiony pantofel w willi Krygiera może stać się bronią przeciw niej i... Nie, nie mogła przewidzieć, że jej pantofel będzie skarbem w ręku komisarza Żarskiego...
Aniela przypadkowo spotkała na ulicy ojca. Był to dla niej wielki wstrząs moralny.. Staszek „Lipa” postarzał się. Nagła utrata jedynej córki, którą chciał wychować na pożytecznego członka społeczeństwa, wytrąciła go z równowagi. Staszek „Lipa”, który swoją prezencją zewnętrzną nie budził podejrzeń i mógł dostać się bez przeszkód do każdego towarzystwa, sprawiał teraz wrażenie łachudry i pijaka z nizin.
Na jego widok z piersi Anieli wydobył się okrzyk rozpaczy. Ale Staszek „Lipa”, uradowany przypadkowym odnalezieniem dziecka, wziął Anielę za rękę, niby małą dziewczynkę. Nie broniła się. Poszła z tatą.
Czas rozłąki trzymał Staszka „Lipę” w nieustannym strachu o los córki. Wiedział z doświadczenia, jaki jest zazwyczaj koniec miłości z ludźmi z jego sfery... Najcięższa kara więzienia nie zwaliłaby go z nóg, ale myśl o tym, że jego córka jego, Aniela, może stać się kobietą ulicy, doprowadzała go do rozpaczy.