Krygier odepchnął go od Janka.
— „Złota rączko”, siedź cicho. To nie twoja rzecz, co będzie dalej.
Janek znów skoczył do dołu i zabrał się energicznie do kopania. Popychała go jakaś niesamowita siła.
W chwilę potem i Krygier skoczył do dołu.
— Dosyć! — położył Krygier rękę na ramieniu Janka. — Dalej kapać nie wolno. Woda nas tu wnet zaleje.
Janek utkwił w Krygierze dziwny wzrok, jakby nie wiedział, co się z nim dzieje. Przy pomocy sznurów wyciągnięto ich obu z dołu, który natychmiast przysypano.
— Nie przejmuj się — uspakajał Krygier Janka. — Miałeś rację, że od dołu będzie łatwiej dostać się do skarbca, ale ziemia jest tu gliniasta.
Ale naraz stała się rzecz nadspodziewana. Janek z okrzykiem: „duszę się!” rzucił się w stronę wylotu tunelu.
Krygier pobiegł za nim, wołając:
— Janku, nie uciekaj! Robota musi być dziś ukończona! Mam już sposób na pokonanie przeszkód!