— Precz ode mnie! — zawołał Janek groźniejszym tonem. I nie czekając na dalsze perswazje, począł wymachiwać rewolwerem na znak groźby. Widząc z postawy Krygiera, że ma zamiar wytrącić mu broń z ręki, Janek dwukrotnie strzelił. Na szczęście kule utkwiły w ścianach tunelu.

Wszyscy pośpieszyli z pomocą Krygierowi. Jankowi wyrwano browning z ręki, po czym związano go sznurem i rzucono na pagórek mokrej ziemi. Jankowi ukazała się piana na ustach. Rzucał się, wykrzykiwał, odgrażał się policją. Nie ulegało wątpliwości, że postradał zmysły. Kompani bezradnie spoglądali na Krygiera i niemym wzrokiem zapytywali, co będzie. Ale Krygier opanował wnet sytuację, poleciwszy swemu wiernemu służącemu „Milczkowi” pilnowanie chorego, pozostałym zaś uczestnikom wyprawy przydzielił inne funkcje tonem rozkazującym, wykluczającym opór i nieposłuszeństwo. Krygier był zdecydowany za wszelką cenę dostać się do skarbca. I po długich godzinach pracy, gdy już zaczęło świtać, dokonano pierwszego wyłomu w skarbcu.

Krygier odetchnął z ulgą. Beton był większą przeszkodą od pancernej stali. Maszynki borujące szybciej dziurawiły ściany kasy od betonu, gdyż po ścianie betonowej bormaszynka ześlizguje się.

Jako król rozpruwaczy, Krygier w błyskawicznym tempie otwierał kasy. W ciągu godziny uczestnicy wyprawy ujrzeli owoc ryzykownego przedsięwzięcia. Kieszenie były niewystarczającym schowkiem dla łupu. Tyle złota, brylantów, klejnotów i pieniędzy jeszcze nigdy przedtem nie widzieli na oczy. Zaczęto nimi napełniać skórzane walizy, które zabrali ze sobą.

Byli tak pochłonięci ogromem szczęścia z powodu nadzwyczajnego łupu, że nie słyszeli dzikich okrzyków i wybuchów śmiechu oszalałego Janka. Na próżno „Milczek” mocował się z szaleńcem. W żaden sposób nie można mu było zatkać ust. Wołał, że zabije Reginę, zadenuncjuje o wszystkim policji, błagał Anielę o przebaczenie.

Przed opuszczeniem skarbca Krygier mokrą szmatą zmył ściany kas, mimo iż wszyscy pracowali w gumowych rękawiczkach. Krygier był znany ze swej przezorności. Baczył, by jego wspólnicy nie brali papierów wartościowych, przy zbyciu których można łatwo wpaść w ręce sprawiedliwości. Doradzał zgarniać tylko rzeczy bardzo wartościowe, gdyż na całkowite opróżnienie safesów trzeba by co najmniej dobę. A tu czas naglił. Trzeba było pomyśleć teraz z kolei o tym, jak ulotnić się stąd w niedostrzeżony sposób dla postronnego oka.

Jeden za drugim, obładowani słodkim ciężarem olbrzymiego łupu, posuwali się teraz w stronę tunelu, gdy naraz usłyszeli krzyki oszalałego Janka.

Potworna myśl przeszyła im jednocześnie mózgi:

Trzeba go będzie „wystudzić”...

Ale żaden z uczestników wyprawy nie ważył się na głośne powtórzenie tej myśli. Bezradnie przystanęli przy Janku, na którego spoglądali przy świetle latarek. Zorientowali się w mgnieniu oka, że stan przyjaciela jest bardzo ciężki. Trudno było dopatrzeć się w nim bohatera podziemi. W milczeniu stali dokoła Janka. W myśli każdy zapytywał: „Jak tu się pozbyć tej nagłej przeszkody, by czym prędzej znaleźć się w bezpiecznym miejscu i móc przeliczyć »zarobek«?”. Chętnie by teraz zwiali, pozostawiając Janka własnemu losowi. Uczucie wstydu hamowało ich zapędy.