Milczenie przerwał Krygier:

— O, taki jest los zakochanego... Brać go!... — padł rozkaz. — Szkoda czasu...

Gdy próbowano wziąć Janka za ręce i nogi, zaczął się rzucać i krzyczeć:

— Oddajcie złoto i brylanty! Bandyci! Złodzieje! Anielo, pomóż mi!... Nie chcesz?... Weź forsę i zamów dla mnie pogrzeb...

Janek oparł się o ścianę tunelu i na całe gardło począł popisywać się znaną rosyjską piosenką katorżnika.

— Zatkać mu usta! Ale tak, jak trzeba!... — rozkazał Krygier „Milczkowi”.

Sługa zawahał się.

— Masz spełnić rozkaz! Zbliżamy się do wylotu tunelu, a jego krzyki mogą nas zdradzić i bylibyśmy zgubieni.

— Czeka nas zguba — mruknęli wszyscy potwierdzająco. — Takie nadspodziewane nieszczęście!...

Po kilku minutach Janek miał usta zakneblowane. Wyglądał teraz okropnie. Jego duże oczy stały się większe, jakby za chwilę miały wyskoczyć z orbit. Drżał jak w febrze.