— Nakryć go czymś! — wydawał Krygier dalsze polecenia.

Wszyscy utkwili wzrok w twarzy Krygiera, oczekując z niecierpliwością dalszych jego poleceń.

Krygier był skupiony. Milczał. Na jego twarzy odmalowała się zacięta walka, która toczyła się teraz w jego duszy. Poznać było po nim, że chce powziąć decyzję wbrew sumieniu. Krygier, jakby się dziwnym to nie wydawało, miał hamulce moralne. Cierpiał z powodu nieszczęścia Janka. Byłby gotów zrezygnować z łupu za cenę przywrócenia zdrowia Jankowi. Zdawał sobie sprawę, że zawinił wobec Janka, którego nerwy nie wytrzymały ostatniej próby po tylu ciężkich przeżyciach. W duchu żałował, że wyreżyserował wypadek z Reginą.

Krygier w duchu obawiał się Moryca, który uchodził za starego przyjaciela Janka. Może sprzeciwić się wykonaniu jego postanowienia. Ale w tej samej chwili błysnęła mu myśl:

„Moryc zakochany jest w Anieli, będzie raczej zadowolony, że jego rywal zostanie uprzątnięty”.

Krygier odezwał się na głos:

— Jego trzeba tu zostawić — wskazał przy tym na Janka. — Nie widzę innego wyjścia.

Moryc utkwił wzrok w twarzy Krygiera. I jakby naraz urósł o kilka głów wyżej. Z pogardą rzucał teraz Krygierowi słowa oburzenia i potępienia.

— Tak postępują ordynarni „kapusie”, a nie ludzie kulturalni.

Ledwie urwał, otrzymał silny cios między oczy od Krygiera, że zwalił się wprost na Janka. Jego upadkowi towarzyszył brzęk złota.