— I zapamiętaj sobie — dodał Krygier tonem pouczającym, nie tracąc spokoju — że nie masz prawa mnie moralizować. Wolę jednego straconego już, niestety, poświęcić, aniżeli sześciu.

Korytarz zaległa cisza śmiertelna. Po chwili Moryc podniósł się z miejsca i zaczął zbierać zgubione klejnoty i monety.

Rzucił krótko pod adresem Krygiera:

— Pożałujesz tego.

Wtem odezwali się jednocześnie Antek i Felek, którzy dotychczas nie brali udziału w tej rozmowie:

– Podejmujemy się wynieść stąd Janka.

— A czyż ja inaczej sądziłem? Zamierzałem tu potem skierować kogoś z taksówką, by go stąd wywieźć.

— Ja sprowadzę taksówkę — zaofiarował się Felek. — Mam szofera, morowego chłopa. Na pewno się zgodzi. W ciągu dwudziestu minut będę tu z powrotem.

— Proszę bardzo — wyraził pierwszy zgodę Moryc — ale zechcesz przed wyjściem opróżnić kieszenie. Możesz zapomnieć o potrzebie powrotu do nas. To znany zresztą trik...

Nieufność stała się udziałem wszystkich. Nikomu nie chciało się wierzyć, by ktoś, mając taki skarb, gotów był narażać się na powrót na miejsce przestępstwa dla ratowania towarzysza.