Dwa lata grasowała po nocnych lokalach, nie oddając się nikomu, chociaż obsypywali ją drogimi klejnotami i kosztownymi prezentami. Ale oto nastała chwila, która przecięła tę niebezpieczną grę z namiętnościami ludzkimi. Była to chwila, kiedy napotkała na swojej drodze przeznaczonego i zakochała się w nim na zabój. I już następnego dnia upajali się szczęściem małości. Ale przeznaczony, człowiek z jej sfery, człowiek nocy, wnet zaofiarował jej podróż do Argentyny... Co prawda, jej bracia pomścili krzywdę uwiedzionej, ale niejeden „kawaler księżyca” usiłował zarzucić na nią swoje sieci. Musiała sobie znaleźć możnego protektora i znalazła go w osobie Wołkowa.
Spotkali się w osobliwych okolicznościach: została zatrzymana w czasie jednej z licznych obław. Wołkow zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. I ona zrozumiała, że będzie jej dobrze z nim... „Kawalerowie księżyca” byli odtąd zadowoleni, gdyż Wołkow zostawiał ich w spokoju... Zdawała sobie sprawę, przyjaźń z policjantem nie da się długo utrzymać, zresztą jej bracia nie mogli znieść tego wstydu, że ich siostra zadaje się z wrogiem ludzi nocy... Wiedziała, że musi odkupić ten grzech w opinii świata podziemia i czekała na odpowiednią chwilę.
I wkrótce ta okazja się nadarzyła. Wołkow, będąc podchmielony, wygadał się przed przyjaciółką. A opowiedział jej o takich rzeczach, które mogły go zniszczyć. Gdy wytrzeźwiał, nie pamiętał nawet, jakie głupstwo popełnił. Ale za to jego przyjaciółka obdarzona była świetną pamięcią. Odtąd trzymała go krótko. Został pantoflarzem. Wołkow nawet nie zdawał sobie sprawy z tej przemiany; nie domyślał się, że sam przyczynił się do tego.
Teraz, gdy Wołkow mawiał do niej, że kosztowne upominki, które jej przynosił, pochodzą z bogatej schedy po zmarłej w Ameryce matce, ledwie dostrzegalny uśmiech igrał na jej ustach... „Zimna kokota” już była doskonale poinformowana o źródle pochodzenia jego skarbu...
Ostatnio częściej przebywała w towarzystwie Moryca niż w objęciach Wołkowa. Nie kierowało nią uczucie miłości do Moryca. Zależało jej na zetknięciu się z „Klawym Jankiem”... Wiedziała o tym, że Moryc jest wspólnikiem Janka.
Janek jej imponował. Od pierwszej chwili, gdy ujrzała podobiznę Janka w teczce Wołkowa, poczuła do niego sympatię. Jego śmiała ucieczka z więzienia, a potem włamanie do skarbca potęgowały w jej wyobraźni bohaterstwo „Klawego”.
„Zimna kokota” wypytywała Moryca o szczegóły życia Janka i w ten sposób dowiedziała się o jego nagłym ataku szału. Moryc zapewnił ją, że to nic poważnego i że Janek wnet wróci do zdrowia. Opowiedział, że do chorego telegraficznie wezwano profesora z Poznania, który go uzdrowił.
Rozdział XXVI
W jednej z wytwornych i wziętych kawiarni warszawskich przy stoliku siedziało dwóch panów, którzy byli zajęci lekturą gazet. W pewnym momencie ładnie zbudowany szatyn trącił łokciem sąsiada, szepcząc mu do ucha:
— Spójrz!...