Ten podniósł oczy na wchodzącą niewiastę.

— To ona. Na pewno ona! — ciągnął dalej przystojny szatyn.

— Tak, to ona — potwierdził komisarz.

Obaj policjanci niczym nie różnili się od pozostałych gości. W cywilnych ubraniach sprawiali wrażenie bogatych mieszczan.

W kilka chwil później do kawiarni wszedł starszy pan o siwiejącej czuprynie. Na pierwszy rzut oka można było sądzić, że to człowiek nauki. Oczyma powiódł po zebranych, po czym szybkim krokiem skierował się do stolika Anieli.

Komisarz Żarski nie wierzył własnym oczom. W przybyłym rozpoznał profesora z Poznania. Komisarz Żarski w mgnieniu oka powiązał zjawienie się profesora z ostatnim włamaniem do skarbca. Gorąca fala krwi znamionowała jego radość. Był niemal pewny, że teraz natknął się na klucz do największej zagadki. Nie miał wątpliwości, że profesor poznański też jest udziałowcem międzynarodowej bandy rozpruwaczy.

Żarski stwierdził, że Aniela nie zdradza ani niepokoju, ani podniecenia. Jej duże oczy łagodnie spoglądały na profesora, który flegmatycznie o czymś rozprawiał.

Upajał się teraz jej urodą. Wąska kibić, piękne nogi, urok, który bił z jej czarnych, płonących oczu, regularne rysy twarzy — to wszystko składało się postać wymarzonej Bogini, której usta teraz całował w myśli, doznając utajonych rozkoszy.

Wiedział, że przemoc i siła nie odniosą u niej skutku. Żałował w duchu, że w swoim czasie próbował ją ujarzmić siłą.

Nie mógł pojąć, co za rolę przydzieliła Anieli banda Janka. Był pewny, że mimo wszystko Aniela nie macza rąk w zbrodni. Janek ją przykuł do siebie męskością, odwagą, bohaterstwem.