Wołkow zorientował się w sytuacji. Dostrzegł to, co rozgrywało się „pod skórą” Żarskiego i był zadowolony z jego słabości. Komisarz Żarski wyczuł ukryte myśli Wołkowa i zrobiło mu się nieswojo.

Ale oto stała się rzecz nieoczekiwana. Oczy profesora zderzyły się z wzrokiem komisarza. Obaj mężczyźni jakby na chwilę skamienieli. Ale już po minucie pokonali mimowolne zmieszanie. Tajemniczy uśmiech na twarzy profesora jakby mówił: „znowu spotkaliśmy się, ale to nic; wiem o tym, że pan mnie szpieguje”. Komisarz Żarski lekko się ukłonił na znak powitania. Profesor schylił w jego kierunku głowę, po czym dał znak kelnerowi, że chce płacić.

Gdy profesor opuścił w towarzystwie Anieli kawiarnię, obaj policjanci poszli w ich ślady. U zbiegu ulic profesor pożegnał Anielę i poszedł w innym kierunku.

Komisarz Żarski polecił Wołkowowi dalsze śledzenie profesora, sam zaś postanowił zatrzymać Anielę.

Podążył za nią i zatrzymał przy przystanku tramwajowym.

— Przepraszam... — uchylił komisarz Żarski kapelusza.

Aniela utkwiła w nim swój wzrok.

— Sądziłam, że pan już zapomniał o mnie.

— Ja... ja... Muszę pani oświadczyć na wstępie, że jestem zmuszony panią aresztować. Obowiązek służbowy przede wszystkim.

— Aha, domyślam się: tam pan zamierza przeprowadzić przymiarkę pantofla...